Aktualności
Jak paciorki różańca,,Pięknej Pani" na La Salette
Jest późny wieczór ciemności ogarniają całą okolicę. Tylko dwa jasne punkty reflektorów oświetlają krętą wąską drogę. Padający śnieg z deszczem przechodzący w śnieg ogranicza znacząco widoczność. Cichy pomruk silnika zdaje się ostrzegać przed dalszym wspinaniem się w górę. Mimo niesprzyjających warunków autokar wspina się na alpejskie szczyty. Wciąż do przodu. Trzysta metrów, pięćset, osiemset, tysiąc i zakręty : w lewo, w prawo wydaje się jakby droga wiodła w nieskończoność. Powoli narasta niecierpliwość. Autokar ciągle mruczy warkotem silnika. Nagle z za zakrętu wyłania się przeszkoda- powalony konar drzewa. Kierowca pan Darek redukuje bieg koła lekko ślizgają się po zaśnieżonej drodze.
Ojciec Konrad intonuje modlitwę dziesiątkę różańca świętego w wyobraźni pielgrzymów stają najstraszniejsze wspomnienia tych którzy rok temu wracali z La Salette , na którą my się teraz wspinamy. Czas dłuży się strasznie jak długo jeszcze będziemy jechać? Tysiąc dwieście metrów, tysiąc pięćset i ciągle w górę. Nie widać nic przez zaparowane szyby tylko ciemność. Ojciec Konrad rozpoczyna drugą dziesiątką co raz więcej z nas przyłącza się do modlitwy angażując się żarliwie. Jak blisko wtedy byliśmy Matki Najświętszej wiemy tylko my!!! ,,Oczy me wznoszę ku górom skąd nadejdzie mi pomoc..”PS122 ...i pomoc nadchodzi. Wśród ciemności i zaśnieżonych szczytów, najpierw niewyraźnie widać jakieś blade światło. Może to odbicie światła reflektorów naszego autokaru na śniegu? Nie!!! to światło z sanktuarium. Ksiądz Grzegorz rozpoczyna śpiew. ,,Dzięki o Panie...” mamy rzeczywiście za co dziękować.
Adrenalina ustępuje, ale obawy są ciągle. Jutro trzeba przecież powrócić w doliny. W sanktuarium wita nas życzliwie z uśmiechem polak Ks. Jarosław Borucki MS duszpasterz mieszkający we Francji. Msza prawie o północy wśród gór przypomina pasterkę. Na kolację oczywiście jest już za późno. I tak chyba nikt nie mógłby przełknąć nawet kęsa. Tylko toaleta i sen.
Pokoiki bardzo skromne prostota prawie ewangeliczna. Czysto i schludnie. Nic nie rozprasza żadnego telewizora czy radia. Tylko góry i Bóg. Wspaniałe miejsce do przeżycia prywatnych rekolekcji. Noc mija niepostrzeżenie. Ranek budzi nas wspaniałym oślepiającym słońcem. Błękit nieba, biel gór. Topniejący śnieg niczym łzy Matki Boskiej Płaczącej z La Salette spływa do strumieni wciąż w dół, tam gdzie prowadzi też i nasza droga.
Opowieść księdza Jarosława o prostej pasterce i jej przyjacielu poznanym podczas wypasu krów. O ukazaniu się tym dwojgu dzieciom ,,Pięknej Pani” płaczącej nad losem ludzkości zapiera dech w piersiach, a może to rozrzedzone powietrze? Jesteśmy na wysokości ponad 1800 mnpm, różnica temperatur to 22 stopnie Celsjusza, nie wspominając o różnicy ciśnienia. Widoki jakie ukazują się naszym oczom warte są ofiary, warte są każdych niewygód, warte są niedospanej nocy. Pejzaż Alp sięgających nieba przypomina nam o Stwórcy, który w swej nieskończonej miłości ofiarował nam to piękno, które tak niszczymy!!! Biel śniegu niczym czystość naszych dusz, błękit nieba uchylanego dla każdego z nas i blask słońca tak oślepiający i tak ciepły jak dobroć samego Miłosiernego Boga. Jasnym się staje dlaczego Matka Boska wybrała to właśnie miejsce. O ile wczoraj wjeżdżaliśmy pełni obawy do sanktuarium z prośbą w modlitwie, o tyle dziś wracamy z modlitwą dziękczynną za te wszystkie doznania , które udało się nam przeżyć.
Na dole krętej drogi rozlegają się oklaski, to oklaski dla naszych kierowców, którzy pokazali swój kunszt. Ich spokój i opanowanie oraz sprawność autokaru były rękojmią naszego bezpieczeństwa, ale największą rękojmią była Ona sama do , której tak nieustępliwie pielgrzymowaliśmy.
Ojciec Konrad intonuje modlitwę dziesiątkę różańca świętego w wyobraźni pielgrzymów stają najstraszniejsze wspomnienia tych którzy rok temu wracali z La Salette , na którą my się teraz wspinamy. Czas dłuży się strasznie jak długo jeszcze będziemy jechać? Tysiąc dwieście metrów, tysiąc pięćset i ciągle w górę. Nie widać nic przez zaparowane szyby tylko ciemność. Ojciec Konrad rozpoczyna drugą dziesiątką co raz więcej z nas przyłącza się do modlitwy angażując się żarliwie. Jak blisko wtedy byliśmy Matki Najświętszej wiemy tylko my!!! ,,Oczy me wznoszę ku górom skąd nadejdzie mi pomoc..”PS122 ...i pomoc nadchodzi. Wśród ciemności i zaśnieżonych szczytów, najpierw niewyraźnie widać jakieś blade światło. Może to odbicie światła reflektorów naszego autokaru na śniegu? Nie!!! to światło z sanktuarium. Ksiądz Grzegorz rozpoczyna śpiew. ,,Dzięki o Panie...” mamy rzeczywiście za co dziękować.
Adrenalina ustępuje, ale obawy są ciągle. Jutro trzeba przecież powrócić w doliny. W sanktuarium wita nas życzliwie z uśmiechem polak Ks. Jarosław Borucki MS duszpasterz mieszkający we Francji. Msza prawie o północy wśród gór przypomina pasterkę. Na kolację oczywiście jest już za późno. I tak chyba nikt nie mógłby przełknąć nawet kęsa. Tylko toaleta i sen.
Pokoiki bardzo skromne prostota prawie ewangeliczna. Czysto i schludnie. Nic nie rozprasza żadnego telewizora czy radia. Tylko góry i Bóg. Wspaniałe miejsce do przeżycia prywatnych rekolekcji. Noc mija niepostrzeżenie. Ranek budzi nas wspaniałym oślepiającym słońcem. Błękit nieba, biel gór. Topniejący śnieg niczym łzy Matki Boskiej Płaczącej z La Salette spływa do strumieni wciąż w dół, tam gdzie prowadzi też i nasza droga.
Opowieść księdza Jarosława o prostej pasterce i jej przyjacielu poznanym podczas wypasu krów. O ukazaniu się tym dwojgu dzieciom ,,Pięknej Pani” płaczącej nad losem ludzkości zapiera dech w piersiach, a może to rozrzedzone powietrze? Jesteśmy na wysokości ponad 1800 mnpm, różnica temperatur to 22 stopnie Celsjusza, nie wspominając o różnicy ciśnienia. Widoki jakie ukazują się naszym oczom warte są ofiary, warte są każdych niewygód, warte są niedospanej nocy. Pejzaż Alp sięgających nieba przypomina nam o Stwórcy, który w swej nieskończonej miłości ofiarował nam to piękno, które tak niszczymy!!! Biel śniegu niczym czystość naszych dusz, błękit nieba uchylanego dla każdego z nas i blask słońca tak oślepiający i tak ciepły jak dobroć samego Miłosiernego Boga. Jasnym się staje dlaczego Matka Boska wybrała to właśnie miejsce. O ile wczoraj wjeżdżaliśmy pełni obawy do sanktuarium z prośbą w modlitwie, o tyle dziś wracamy z modlitwą dziękczynną za te wszystkie doznania , które udało się nam przeżyć.
Na dole krętej drogi rozlegają się oklaski, to oklaski dla naszych kierowców, którzy pokazali swój kunszt. Ich spokój i opanowanie oraz sprawność autokaru były rękojmią naszego bezpieczeństwa, ale największą rękojmią była Ona sama do , której tak nieustępliwie pielgrzymowaliśmy.











